Podejmując się spisania tej historii wiedziałam, że napotkam na pewne przeszkody, takie trywialne i niestety dość powszechne jak luki w pamięci. I jak się okazuje, niejednokrotnie jest to przeszkoda, która uniemożliwia dalsze pisanie. Z tego też względu dość długo zabierałam się do napisania kolejnej części kroniki. Zastanawiałam się, od czego zacząć.
I chyba zacznę od uczuć, jakie towarzyszyły mi na początku 2000 roku. Zagraliśmy ostatni spektakl „Nie ma pokoju w hotelu” i większość aktorów poszła swoją drogą. Sama zajęłam się pisaniem pracy magisterskiej, przygotowaniami do absolutorium, szukaniem pracy i oczywiście wielkim planowaniem ostatnich długich wakacji. I tak upłynął mi czas aż do końca września. I wtedy, niemal jak w zegarku obudziły się we mnie myśli dość uporczywe i natrętne, co z Grupą Teatralną BOM? Zbliżał się czas Bożego Narodzenia i trudno już było wyobrazić sobie wieczór w jeden dzień świąt bez spektaklu BOMu. Nieliczni członkowie grupy, którzy nie zamierzali rezygnować z grania zaczęli donosić mi informację, że wśród ówczesnej młodzieży gimnazjalnej jest kilka chętnych osób, które są gotowe zmierzyć się ze sceną. I tak, na kolejne próby napływały nowe twarze. Oto nieśmiało zaczynał się kolejny etap w życiu GT Bomu.

Strona: 1 2 3


Poison  Valid xhtml  Valid xhtml