Szekspir jest nudny! Omal nie zeszłam na zawsze z tego świata słysząc te słowa. W całym moim ciele zebrały się nagle wszystkie podejrzane zjawiska grożące zawałem serca, wylewem krwi do mózgu, szokiem pourazowym, a to wszystko jeszcze z trudnymi do przewidzenia powikłaniami! Słuch mnie chyba zwodził, bo niemożliwe, żebym to właśnie słyszała o moim Szekspirze! Któż tym młodym ludziom nakładł takich rzeczy do głowy!?! Coś trzeba było z tym zrobić. Nie można pozostawić tych wszystkich młodych umysłów w tak błędnym przekonaniu! Całe szczęście tamtego maja roku 2001 (kiedy to niewiele brakowało bym zeszła z tego świata) widywaliśmy się niemal codziennie! Choć nie wszyscy i nie regularnie. Ale chyba sam William czuwał nad tymi poczynaniami, bo w dniu, kiedy przyniosłam „pod grotę” najlepsze fragmenty jednej z jego sztuk, większość grupy była obecna. Wystarczyło, że przeczytałam jedną stronę zabójczo śmiesznego dialogu między Benedykiem a Beatrycze, by zrodziła się chęć poznania kolejnych fragmentów. Salwy śmiechu wybuchały jedna po drugiej z zaskakującą regularnością. W tym spontanicznym zachwycie narodziła się myśl by spróbować wystawić właśnie „Wiele hałasu o nic” na festynie parafialnym. Wyzwanie, jak na owe czasy było dość duże. Brak sali prób z prawdziwego zdarzenia (czego do tej pory jeszcze nie zmieniliśmy), gra na otwartej przestrzeni, przy mikrofonach, a do tego ponad trzydziestostronicowy scenariusz! Mimo to, rozpoczęliśmy próby, a Julia trudne pertraktacje by wcisnąć nas w zapełniony już program festynu.
Strona: 1 2
Loading ...

