Sprawa Shakespeare a taniec z duchami.
Epoka Shakespeare, tak chyba, nieco górnolotnie, można nazwać następne lata działalności Grupy Teatralnej BOM. Choć oczywiście, nie graliśmy tylko Szekspira, ale w nim rozsmakowaliśmy i z chęcią wracaliśmy do niego. Jeśli jednak ktoś chciałby zauważyć, że mamy i rodzimych pisarzy, to BOM również i z tego olbrzymiego dorobku skorzystał.
Tak to się czasem dzieje w głowie biednego reżysera, że choć reżyseruje jedną sztukę to już mu gdzieś w zakamarkach świta chęć stworzenia kolejnej. I tak było w tym wypadku. Ledwo skończyliśmy pracować nad Hałasem, ja już w głowie nosiłam kolejną wizję. Troszkę trudno mi o niej pisać, bo tak naprawdę, jestem przekonana, że to co najistotniejsze, a mianowicie miejsce wystawienia sztuki, pojawiło się jako pierwsze w mojej głowie. Czytając jednak wspomnienia jednego, młodego wówczas i energicznego księdza (wówczas jeszcze księdza), dowiedziałam się, że ten wspaniały pomysł przypisuje on sobie. No, ale któż by się przejmował takimi szczegółami! Jeśli nawet to nie było moim pomysłem, to wszystko inne było. No tak, ale rozumiem, że piszę zbyt tajemniczo i czytelnik, jeśli się jeszcze nie znudził czytaniem, to na pewno zagubił w gąszczu enigmatycznej wypowiedzi. A zatem do rzeczy. To o czym chcę napisać, to nasza, nowatorska (w subiektywnym mniemaniu), interpretacja Dziadów cz. II Adama Mickiewicza. Spytacie, co w tym było niezwykłego? A ja z dumą i pewnością siebie odpowiem, że wszystko. Po pierwsze, miejsce premiery – cmentarz na Nowinie! Po drugie czas – 28 października 2001, mało przyjazny miesiąc na spektakl plenerowy. Pogoda – beznadziejna, jak w najlepszych gotyckich powieściach. Do tego oczywiście niezwykły makijaż, rekwizyty (najprawdziwszy katafalk), kostiumy i… patronat Gazety Wyborczej. To ostatnie oczywiście nie było moim dziełem, ba nawet pomysłem!
A wiec, kto nie widział tego, jakże mrocznego widowiska, to teraz powinien z całych sił wytężyć swoją wyobraźnię. Zaczynamy…
Strona: 1 2
Loading ...

