Wiele razy zabierałam się do tego, co tak na prawdę powinnam robić na bieżąco. Mianowicie, kronikę działalności BOMu. Teraz oczywiście będzie mi dużo trudniej, bo, mimo młodego wieku, zacierają się w głowie daty i sytuacje. Niemniej jednak, muszę ocalić od zapomnienia to, co jeszcze zostało w mojej pamięci.
Założyliśmy BOM w 1997 roku. Chcieliśmy przywrócić to w co bawiliśmy się jeszcze w szkole średniej. Wtedy zainspirowali nas starsi koledzy z Suchego Lasu, którzy opowiadali nam kolorowe i wesołe historie ze swoich przedstawień jasełkowych. Skoro oni mogli, to czemu nie my? No i tak się zaczęło. O pomoc poprosiliśmy znaną nam [ale już niestety nie pamiętam w jakich okolicznościach ją poznaliśmy] baletnicą. Wspólnie stworzyliśmy kilka całkiem niezłych spektakli. Jednak taka zabawa w teatr trwała dopóty, dopóki nie poszliśmy na studia. Tak rozpadła się nasza twórcza działalność.
Jednak ziarenko przygody i teatralnego zapału zdążyło już znaleźć przyjazny grunt w wielu sercach lub przynajmniej umysłach. I tak siedząc sobie we wnętrzu nieświadomego niczego osobnika, zaczęło pomału wypuszczać korzenie i kiełkować. Początkowo nikt się nie przyznawał do tego, że czuje owo kiełkowanie, myśląc zapewne, że jest osamotniony w swym odczuciu. Lecz jak to zazwyczaj bywa, pewne skrywane emocje i myśli przy współudziale odpowiednich bodźców, zostają szczęśliwie uwolnione. I tak było także w tym wypadku Roku Pańskiego 1997! Zaczęło się od sentymentalnych wspomnień o tym jak to wyjątkowo i szczęśliwie czuliśmy się robiąc teatr. I tu następuje pewna luka w pamięci, ale ostatecznie znajdujemy się, tzn. trzy dziewczyn, Danka, Ewa i ja, w moim malutkim pokoju, słuchamy muzyki i wspominamy „stare, dobre czasy”. Nawet się nie obejrzałyśmy jak niesione muzyką zaczynamy tworzyć i wymyślać nowe przedstawienie. Niczym tuwimowska lokomotywa, najpierw pomału, nieśmiało i ociężale tworzymy scena po scenie, nabieramy biegu i coraz szybciej, i szybciej, i nagle zapada ostateczna, i nieodwołalna decyzja: ROBIMY PRZEDSTAWIENIE!
Loading ...

